morze

  •  morze.jpg
  •  morze.jpg
  •  morze.jpg
  •  morze.jpg
  •  morze.jpg
  •  morze.jpg
  •  morze.jpg
  •  morze.jpg
  •  morze.jpg
  •  morze.jpg
  •  morze.jpg
  •  morze.jpg
  •  morze.jpg
  •  morze.jpg
  •  morze.jpg
  •  morze.jpg
  •  morze.jpg
  •  morze.jpg
  •  morze.jpg
  •  morze.jpg
  •  morze.jpg
  •  morze.jpg
  •  morze.jpg
  •  morze.jpg
  •  morze.jpg

Wybraliśmy się nad morze. Ot tak, na wakacje. Jak sięgam pamięcią, to jodem raczyłem się od najmłodszych lat każdego lata, może z jakimiś wyjątkami, gdy np. z Małgosią byliśmy w „połogu”, albo nie było za co. Gdy jestem na wybrzeżu, mam takie wrażenie, jakbym mieszkał tu zawsze, jakby to było miejsce mojego urodzenia. Pamiętam czas jak Pobierowo, które najczęściej nawiedzałem, było tak bezludne, że w dni pochmurne nie mogliśmy z Małgosią dokooptować trzech par, aby w kinie mógł być wyświetlony film, że nie wspomnę o sympatycznej pustce na plaży w porach posiłków dla zakładowych wczasowiczów. Obecnie nie sposób tej i innych miejscowości nazwać osadami rybackimi. Owoce morza pracy rybaków i przyzagrodowy drób można zaobserwować jedynie przetworzone na stoiskach smażalni i wędzarni. Ciągi komunikacyjne stały się promenadami obłożone z obu stron straganami ze wszystkim, co może być pamiątką z nad Bałtyku. U pomysłowych handlarzy prawdopodobnie można by znaleźć ciupażkę zakopiańską oblepioną muszelkami. Patrząc, jak rozbudowują się wszystkie nadmorskie miejscowości w hoteliki, pensjonaty i punkty handlowo gastronomiczne, trudno określić, w której ze wspomnianych „rybackich wiosek” się znajdujemy. Jedynym wyróżnikiem jest chyba tylko tablica z nazwą miejscowości. Konsumująca wszystko „Szarańcza”( tak określić można by wczasowiczów), zalega plaże, promenady, miejsca żywienia podstawowego oraz te dla przyjemności podniebienia, jest niezmiennym tłem wszystkich możliwych ujęć fotograficznych. Przy takiej masówce za pamiątkową widokówkę proponuję zdjęcie morza o zachodzie słońca lub dowolnej plaży w południe z podpisem „Pozdrowienia z… – i w miejsce kropek wpisać właściwą nazwę miejscowości. W przeciwieństwie do widoków z wycieczek górskich, krajobraz na poziomie morza jest na całym wybrzeżu mniej więcej taki sam. O ile teren nie jest związany z ochroną naszych granic, a skutkuje to nieistnieniem wiosek nadbrzeżnych, to można nawet uświadczyć obraz plaży jak z czasów pierwszych Piastów, co nawet nam się udało. Każdy inny odcinek jest poligonem parawanów, parasoli, leżaków i krzyku młodych ludzi oferujących prażoną lub gotowaną kukurydzę, co to ma dobroczynne działanie nawet dla dziadków, co to babci….Jedyną różnicę można zauważyć w zagęszczeniu w/w obiektów spowodowaną szerokością plaży ograniczonej klifem lub wydmami. Zastanawiam się, co może być powodem takiego eksodusu Polaków i nie tylko, na tę cienką linię granicy naszego kraju. Patrząc obiektywnie nie dostrzegam wyraźnych powodów mogących uzasadniać taki wysiłek. Po pierwsze, primo: Uciążliwa podróż do jednej z wielu „identycznych” miejscowości na wybrzeżu, często połączona z tzw. popasem, a obciążająca niewinną niczemu rodzinę mieszkającą na dziwnie pokrętnie zaplanowanej trasie dojazdu. W tym miejscu chcielibyśmy podziękować Jadzi i Andrzejowi oraz Ani i Wojtkowi za nie odrzucenie naszego wproszenia się. Jesteśmy niezmiernie wdzięczni i polecamy się na przyszłość. Sekundo: ceny usług noclegowych i tylko wegetatywnego odżywiania na typowy dziesięciodniowy odpoczynek (he, he odpoczynek?) wymagają co najmniej zaciągnięcia kredytu w dowolnym banku, co niestety jest do momentu spłaty bardzo proste. Wspomnienie nadmorskich wakacji zapada długo w pamięci, aż do ostatniej raty. Tercjo: nieustanny szum morza, wrzawa ciżby i pisk dzieci na maszynach do rozrywki wywołują ból robaka, którego nie sposób nie zalewać z przyjemnością. Ale to akurat można robić wszędzie, nie tylko nad morzem. Kwadro: Ktokolwiek próbowałby ten czas spędzić samotnie, nie ma takiej możliwości. Znajomi i rodzina też chętnie wypoczywają nad Bałtykiem i wcale nie stronią od spotkań i w gronie, i przy szkle. Cztery miłe spotkania na dziesięć dni wypoczynku, to chyba dobry wskaźnik sympatyczności mojego wypoczynkowego zespołu. Kwinto:… (zna się tę łacinę). Nie będę dalej zamęczał opisem dobrych stron morskich wywczasów ani bezsensownością utraty np. zdrowia w wyniku poparzeń, zagrożenia onkologicznego, czy nadmiaru piachu w odzieży i w obuwiu, gdy brak planów jakiejkolwiek budowy itd., itd. Zapraszam, więc na parę zarejestrowanych ujęć, które i tak chyba nic nowego nie pokażą ani o miejscach, ani o krajobrazie, który wszystkim jest zapewne znany. Ale mimo to zapraszam.

Mnie osobiście samego dziwi i jak dotychczas, nie znalazłem uzasadnienia, co ciągnie mnie nad ten poziom zerowy. Nie jestem fanem wody, wręcz przeciwnie, boję się przymusowego zanurzenia zwłaszcza, gdy temperatura jej nie ma parametrów zbliżonych do wody w wannie podczas ablucji. To histeryczne zagrożenie jest powodem rezygnacji z zaproszenia na spływy kajakowe po mazurskich jeziorach, które corocznie składa nam Iwona i Andrzej. Ale nie tylko wodna fobia jest czynnikiem rezygnacji z tak atrakcyjnej oferty. Jestem osobnikiem o szczególnie wyróżniających się wrażliwościach. Podaję podstawowe:
1.Wrażliwość termiczna. Wspomniana niechęć do zanurzenia stopy, gdy temperatura wody jest
niższa niż 20 stopni. Bardzo źle znoszę odczuwaną temperaturę powietrza wyższą niż 25 stopni w skali Celsjusza. Mój stan wówczas jest jak w malignie.
2.Wrażliwośc organiczna. Moja, szczególnie słodka krew, której ulubieńcami są komary, a ja przeciwnie nie znoszę ich środka znieczulającego serwowanego podczas ich nocnych biesiad. Skądinąd i z autopsji wiem, że okolice jezior są idealnym środowiskiem dla tych żyjątek. Słona bryza wybrzeża, jak doświadczyłem przebywając w tym środowisku, nie jest zbyt zachęcającą atmosferą dla tej populacji, z czego jestem osobiście rad.
3. Wrażliwość ultrafioletowa. Powłoka mego kośćca i tkanki mięśniowej jest jak przygotowany prosiaczek do rusztowania, tak też ukochane słoneczko traktuje wszystkie odkryte
zakamarki mej osoby niewiele odbiegającej od przytoczonego porównania. Pomimo obłożenia się dwoma parasolami, nie mówiąc o pełnym acz letnim ubiorze, gdzie wśród skwierczących na olejkach i kremach z filtrami prawie nagich ciał plażowiczów, wyglądam na dziwoląga z czasów wiktoriańskiej epoki w obowiązującym stroju na wywczasach. Brak właściwego pasiastego wzorku powoduje snucie niepotrzebnych domysłów, co do stanu zdrowia takiego plażowicza. Zbyt wybujała wyobraźnia przedstawia mnie siedzącego w kajaku, spętanego kapokiem, bez możliwości swobodnego ruchu oprócz wiosłowego, jak płynąc z prądem cieków wodnych Mazur, jestem bezlitośnie pieczony na suchy skwarek. Krótkie i bolesne takie epizody są w bagażu moich doświadczeń życiowych.
4. Hipotetycznie wrażliwe organy wewnętrzne. Obawiam się, że reagują dziwnymi zjawiskami fizjologicznymi na zmiany składu czystości pitnej wody, służącej zaparzeniu kawy lub herbatki. Wszak próba przeżycia tylko na puszkowym mogłaby zakończyć się innymi, bardziej dolegliwymi skutkami, nie wspominając o niebezpiecznym przeciążeniu kajaka. Nie mogę wyobrazić sobie abym czynności, które w lesie wykonuję bez zbytniej uciążliwości, przeprowadziłbym na kajaku, na otwartym akwenie, nie doprowadzając do wywrotki z wymuszonej pozycji pionowej.
Zostałoby jeszcze w alternatywie zaopatrzenie się w, pampersy, ale to nieuniknione wolałbym odwlec w czasie jak najpóźniej. Te i jeszcze parę innych patologicznych cech zatrzymują moją osobę tylko na linii brzegowej wszelkich wód, co nie oznacza, że miejsca wgłębi lądu nie odwiedzam. Z tegorocznej wyprawy na wybrzeże chciałem zaprezentować miłe dla turysty miasto, jakim jest Trzebiatów. Zapraszam.

Spacerując wzdłuż brzegu nie zwracam szczególnej uwagi na to, co konkretnie dzieje się wokoło. Fale delikatnie omywają piasek plaży, a na niej odciśnięte ślady naszych stóp po chwili znikają zmyte powracającym do morza jęzorem wody. Myśli kierują się na nikłość człowieka w porównaniu z bezmiarem morza, a to tylko widok do linii horyzontu. Obserwując beztroskie zabawy dzieci na plaży i analizując wydarzenia w świecie, skłoniłem się do takiej refleksji.
Podszedł do piaskownicy. Wszystkie dzieci ubłocone. Strupek na kolanie znowu zdarty, ślad krwi zakrzepłej, zabrudzonej ziemią, nosi ślady mycia śliną. Dziewczynki płaczą trąc oczy zasypane piaskiem. Przeprasza, nie chciał, tak niechcący machnął łopatką. Po co wchodziły na jego część. Zburzyły mu most.

– Czy Ty wszystko musisz gryźć? – Zniszczyłeś mi autko. To nie jest do jedzenia, to na niby. Zjadłeś robaczywe jabłko? – Głupi samochód. – A zabieraj sobie. – Powiem mamie. – Tylko spróbuj, to Ci mój brat pokaże. – Nie becz już! Masz tę swoją sukienkę. Zeszyjesz, nie będzie widać.

– No wystarczy, idziemy do domu. – Ale ja nie chcę, byłem grzeczny. Jest jeszcze wcześnie. Powiedzcie, że to nie ja. Zabierz jego. On psuł nam zabawę. To przez niego, on mi kazał.

Przepraszam wszystkich. Wybaczysz mi? Proszę. Uśmiechnął się. Przecież to dziecko.
Modlitwa.
Proszę, abym w Twych oczach zawsze był dzieckiem. Przecież wybaczysz, że ubrudziłem się słodyczami świata, że się skaleczyłem, że lizałem wszystko, co wpadło mi w ręce, że zaglądałem wszędzie, bo zbyt ciekawski byłem. Przebaczysz przecież dziecku, że ubrudziłem innych, że nawet ich zraniłem.
Nie będziesz mi pamiętał, że zabawa była dla mnie najważniejsza, że nawet Ty się nie liczyłeś.
Dziecku wybaczysz, że Cię nie słuchało, że się nie pytało o zgodę, że chciało być mądrzejsze od Ciebie. Wybaczysz, bo Ty kochasz dzieci.
Chcę zawsze być dzieckiem.
Nie chcę być dorosłym,
Nie chcę poznać wszystkich mądrości tego świata, bo i tak prawdy nigdy nie poznam.
Nie chcę być asertywnym, bo chcę poznać miłość.
Nie chcę kochać złota, bo nie chcę mieć związanych rąk.
Nie chcę znać prawa, bo nie chcę być podejrzanym.
Nie chcę znać przemocy, bo chcę być wolnym. Wolnym dzieckiem, wolnym jak ptak. Przecież ptaki też kochasz. Chcę być szczęśliwy.

Przeczytaj komentarze

  • Piękna Modlitwa…A pobyt nad morzem, choćby tygodniowy, to coś bez czego nie wyobrażam sobie wakacji. Zawsze można znaleźć cichy urokliwy zakątek…I ten jod, i ta bryza…A jak można spotkać się z rodziną, to prawie pełnia szczęścia. Miło jest czytać dowcipnie napisane wrażenia i wspomnienia młodszego braciszka. W wielu punktach mam podobne odczucia.
    Chciałabym również podziękować Jadzi i Andrzejowi za gościnne przyjęcie mojej licznej i zbyt głośnej rodzinki. Całusy dla wszystkich.

  • Trochę filozofii, dużo poczucia humoru, przepiękna modlitwa i te zaje…fajne żywe widoki – Grześ! Znowu zrobiłeś coś ekstra. Gratuluję. To warto było i poczytać i obejrzeć. Pozdrawiam

  • Oczywiście pozdrowienia dla wszystkich uczestników tego nadmorskiego wypadu. Jak widzę, na mój wypad zostawiłeś sporo… morskiego halniaka

Ta strona powstała przy technicznej pomocy strony internetowe - ibex.pl. Wszelkie uwagi proszę wnosić w komentarzach lub pisać na info@pesel53.walbrzych.pl