Reklama

-07.12.2006 r.

Pycha* – jeden z grzechów głównych. Od jakiegoś czasu, gdy namawiam tzw. „ciężko zapracowanych” do odwiedzenia mojej strony, aby zobaczyli zapis z wydarzeń, w których może też uczestniczyli, spotykam się z zarzutem pychy. Czy jestem pyszny … ?  Z pewnością tak. Już wcześniej wspominałem, że lubię jak mnie chwalą. Ale też proszę zmienić tok myślenia. To jest tylko zwykła komercyjna reklama. Ja też chciałbym mieć grubszy portfel.  Z samych tantiem zusowskich, wypracowanych w trudzie, nie poprawię swego poziomu konta bankowego. Stąd to, co wydaje się moją pyszałkowatością, jest niczym innym jak tylko reklamą usług, jakie mogę wykonywać i tylko czekam na zlecenia. A, że mogę zrobić coś przydatnego, musi być jakoś zaoferowane. Wiem, że najlepsze wzięcie do prac mają tzw. fachowcy. Po paromiesięcznym kursie mają świadectwo na papierze, że są. Ja pomimo ponad czterdziestoparoletniego chodzenia do szkoły, mam tylko papier predysponujący mnie do …, no właśnie, tak po prawdzie to nawet nie wiem. I niestety jestem tylko amatorem. A kto zaufa amatorowi? Jedyny sposób to prezentacja tego, co się potrafi.
Jak wcześniej wspominałem, potrafię, a w każdym razie nie boję się, remontować mieszkanie z układaniem podłóg z paneli i wymianą okien. Instalacje elektryczne, roboty hydrauliczne, ale  bez napraw starych instalacji kanalizacyjnych. Sam widok, a już smród z nich się wydobywający, wywołują we mnie torsje  (ot taka przypadłość ). Natomiast nowe odprowadzenia ścieków, nie mam z tym problemów. Naprawa sprzętu RTV przez wiele lat nie była mi obca. Ze względu na coraz słabszy wzrok (wiek robi swoje) i coraz mniejsze rozmiary elementów do przelutowywania, zmuszony jestem wycofywać się z tej dziedziny. Potrafię zaplanować i wytyczyć trasę wycieczki z „przymusowym” autentycznym pobłądzeniem ze szlaku, a nie każdy to potrafi. Fotografia z filmem i ich chemiczne tajemnice obróbki, przeszły już do legend dziadka dla wnuków. Ale cyfrową obróbką mogę się chyba chwalić, tak wnioskuje na podstawie zamieszczonych wcześniej komentarzy do  produkcji video. Czemu się tak rozdrabniam? Mam na to dwie odpowiedzi. Mój ojciec mawiał,: „ że jest najlepszym księgowym wśród znanych mu organistów i najlepszym organistą wśród księgowych”. Przejąłem chyba to dążenie do bycia naj… wśród znanych mi….Dlatego chyba nie boję się nowych dziedzin. Drugim powodem jest chęć doznawania satysfakcji z pracy i nie tylko satysfakcji finansowej. Mógłbym o sobie powiedzieć jak o narkomanie, który musi wziąć następną działkę. Nie jestem perfekcjonistą, więc na jednej niwie byłbym przegrany.
A tak zmieniam rodzaj „narkotyku” i po bólu.

Wszyscy mają wyrozumienie dla nachalnego domokrążcy z nogą wetkniętą w drzwi. Natomiast mnie, zachwalającego swe wyroby i usługi, nazywa się grzesznikiem. Myślę, że jest to efekt złego spojrzenia na mnie jako człowieka, który nie ma jednego konkretnego szyldu. Szkoda.

Na zakończenie informuję zainteresowanych, że trzecia część „tryptyku weselnego” została zakończona. Mnie i Małgosi się podoba. Ciekaw jestem opinii reszty widzów. Proszę nie myśleć, że przez te parę tygodni, tylko siedziałem i gapiłem się w sklejane sceny filmu. „Narkoman” nie pominie żadnej okazji, tak jak świadomy alkoholik. Oto poniżej milczące obrazki ostatniego mojego wysiłku.

kuchnia 0.jpg
kuchnia 1.jpg
kuchnia 2.jpg
kuchnia 3.jpg
kuchnia 4.jpg
kuchnia 5.jpg

.
*znalezione w internecie „….Pycha nie daje się łatwo zdemaskować, ponieważ posiada wiele różnych form.
.

Przeczytaj komentarze

  • “kumie, chwalą Was – kto? Wy mnie ja Was”. Tak jak przypuszczałem musiało do tego dojść. Narcyzm mocium Panie. Ale jak zauważam w obecnej dobie tylko zarażeni “narcyzmem” mają coś do powiedzenia – szkoda że tylko “coś” a nic ponad to. W Twoim wydaniu co odcinek to postęp i z tego się bardzo cieszę. Twoje przemyślenia są przynajmniej strawne w odróżnieniu od innych, a jest ich coraz więcej blagierów, o przepraszam bloggerów. Wytrwałości i zrozumienia, pozdrawiam.

  • A ja chwalić będę. Jestem dumna, że posiadam takiego ojca, jakiego posiadam. Ma swoje wady, ale więcej zalet. Ciesze się, że nie jest tylko kimś tam (np tylko hydraulikiem;) ale, że ma tyle talentów, wszystkie wykorzystuje i ciągle nowe odkrywa. Nie wierzę tzw fachowcom – jeśli ktoś ma coś zrobić porządnie, to będzie to tylko mój tato. Niektórzy wiedzą, że nie jestem tzw córeczką tatusia, więc to co piszę to nie zwykłe słodzenie. To fakt. Wiem, że chce robić wszystko najlepiej (nawet kłótnia ze mną to coś naprawdę spektakularnego i nikt lepiej nie potrafi mnie wyprowadzić z równowagi jak mój tato, a to przecież coś:) No i po prostu jest świetny w tym co robi, chociaż wielu go nie docenia. A później przychodzą z podkulonym ogonem, bo gdzieś im ktoś coś spartolił, albo zapłacili milion za jakieś g… Wiem co mówię, bo gdy tato zawoła 20 zł (masakryczna wręcz kwota) to matko – świat się zawala, a gdy płacą fryzjerowi za marny fryz 200 zł, to nic się nie dzieje, bo przecież trzeba zapłacić artyście) Więc gdzie tu sens? Tato – doceniam Cię, film z wesela był świetny, super się ogląda. Może załapiesz fuchę w wytwórni filmowej na stanowisko montażysty. Mówię fuchę, bo chcę, żebyś nadal się rozwijał i robił wiele ciekawych i nowych rzeczy. Pozdrawiam

    ps. Ale się rozpisałam.

  • Grzesiu, podziwiam twój nowy “talent” tj. umiejętność przelewania na papier swoich przemyśleń. O drugim talencie związanym z twórczością filmową już pisałam. Pokazujesz innym emerytom jak wspaniale można się rozwijać i zaistnieć w różnych dziedzinach. Z wyrazami szacunku Anka z Rodziną

.

Destrukcja

-12.11.2006 r.
Dawno już nie pisałem. Ale grafomanowi, jakim się czuję, ciężko jest psychicznie konkurować z wielością blogerów w sieci internetowej. Niepotrzebnie zaglądnąłem na blogi innych twórców, jak np. panów Marcinkiewicza, Wierzejskiego, Andrusa i innych znanych oraz o różnym intelektualnym poziomie młodych blogowiczów w wieku szkoły podstawowej do świeżo wypromowanych postaci świata medialnego. Żałuję i postanawiam więcej tam nie zaglądać, aby nie zakłócać samoświadomości na tematy społeczne, a tym bardziej polityczne. Tak dobrze żyło mi się w moim ciasnym światopoglądzie. Tyle tylko, że powstał dylemat: skoro ja nie będę czytał głupot innych blogerów, to, kto będzie chciał zaglądać na mój „kicz”. Zastosowany cudzysłów ma czytelnika zachęcić do potwierdzenia, iż mój blog jest jednak wyjątkowy, warty czytania. (Była taka fajna piosenka kabaretu „Elita”- „…Oj naiwny, naiwny…”). Nic to, będę się dalej produkował dopóty, dopóki komentarze nie zmienią się w ustną wydzielinę. Kropka.

Od dłuższego czasu drąży mą duszę i umysł temat chyba tak stary, jak może być najstarszy zawód świata. Destrukcja. Od zarania dziejów człowiek budował, a inny to burzył. Na zburzonym znowu budował i ponownie ktoś inny to niszczył. I tak do dzisiaj. Przykładów chyba nie muszę podawać. Codzienne wiadomości z kraju i ze świata o tym trąbią bez przerwy. Destrukcja odbywa się nie tylko obszarze materialnym, ale jak się rozglądnąć, to w każdej sferze życia. To, co mnie frapuje, to temat zdrowotny (po pięćdziesiątce, nie powinno nikogo dziwić), a konkretnie stosowane lekarstwa. Leczą, a jednocześnie niszczą zdrowie. Takim destrukcyjnym medykamentem jest znany i stosowany od prawieków znany z chemii C2H5OH. W wyniku jego destrukcyjnego działania powstał problem
Pijaństwo czy alkoholizm. Temat jedynie określany jako szkodliwy dla zdrowia i powodujący tylko niedobre skutki. Codzienne informacje o wypadkach drogowych, spowodowanych przez pijanych kierowców potwierdzają ujemne cechy tego specyfiku. Każdy, kto go spożywa ( a wiemy, że 99% na pewno) w wyniku jego leczniczego działania (jak przyjemnie chwieje się łeb) powstają spustoszenia w naszych organizmach, a szczególnie młodego pokolenia.
Wg mnie przyczyną jest nieustanne i bezmyślne głoszenie szkodliwości spożywania tego napoju. Robią to bez wątpienia firmy produkujące ów napitek i lobbyści tego przemysłu, ponieważ znają przekorną naturę człowieka. Kim się stałem w wyniku tej przekory? To i tak nie ma znaczenia. Jestem albo zwykłym znanym pijakiem albo anonimowym alkoholikiem.
Po dogłębnym przeanalizowaniu tego problemu mam dla wszystkich propozycję. Załóżmy Stowarzyszenie Świadomych Alkoholików. Tzn. takich obywateli, którzy pobierają do swych trzewi ów specyfik dotąd, aż nie utracą świadomości, co czynią. W pewnych warunkach jest to na pewno bardzo trudne. Ale ćwiczenia czynią mistrza.
Gdzie ćwiczyć i jak? Każda okazja jest dobra. Imieniny, urodziny, 18 tka, święta, jubileusze pożycia, a nawet niedzielne obiady (mogą być z teściową). Są to okazje w czasie, których możemy nawet kształcić młodzież do umiejętności świadomego stosowania trunków. Przy odpowiednim dopingu z naszej strony nie będą oni skłonni do bezmyślnej destrukcji swego organizmu, a także ławek w parku lub wyposażenia klatki schodowej wraz z ograniczoną umysłowo, nieświadomą swej patologii rówieśniczą bracią.
Świadomy alkoholik jest jak świadomy destruktor przed rozpoczęciem budowy. Niszczy tylko tyle, aby można było z powodzeniem budować nowe. Nowe znajomości, przyjaźnie, miłości (zależy od stanu cywilnego Ś.A.). Dobra zabawa, śmiech i śpiew są dobrymi budulcami nowych tworów. Ś.A. musi świadomie pilnować zniszczenie swego organizmu. Musi pozwolić otoczeniu, a już bezwzględnie swojej połowicy na ochronę odpowiedniego stanu nietrzeźwości. Ś.A. musi być jak cztery pory roku. Od lata wesoło ulega jesiennemu zżółknięciu, aby wypocząć zimą i świeżo wzrosnąć wiosną do nadchodzącego cyklicznie lata. Obyśmy przeżyli jak najwięcej latek. Nie róbmy nic przeciw naturze. Niech to będzie hasło przewodnie naszego stowarzyszenia. Takie ekologiczne. Kto jest chętny przystąpić do proponowanej organizacji, niech w komentarzu to zaznaczy.

Asia1.jpg
Asia2.jpg
Asia3.jpg
Asia4.jpg
Dora1.jpg
Dora2.jpg
Dora3.jpg
Dora4.jpg
Dora5.jpg
Dora6.jpg
Dora7.jpg
Dora8.jpg
Dora9.jpg

To na razie tyle. Inne głupie tematy w przygotowaniu. Pozdrawiam wszystkich.

Przeczytaj komentarze

  • Dobrze, po raz pierwszy się tu wypowiadam i trochę się denerwuje z tego powodu. Może trema? Muszę powiedzieć tato, że nieźle piszesz ( to nie lizusostwo) i już przynajmniej wiem po kim mam tak wielki pisarski talent:) – oczywiście po mamie:) hehe. Wracając do tematu – czytanie z Wami książek jest pasjonujące, szkoda tylko, że nikt nigdy nie przynosi tych lektur, które ja lubię:) Do klubu nie mogę się zapisać – bo ja za młoda. A co do destrukcji – to jej nienawidzę – ale dobrze, że mam ojca, który buduje, a nie rujnuje. Thanks dad! No a za co? za wszystko oczywiście:) Buziaki

  • Grzesiu, ja nie wstąpię do Ś.A., ale Andrzej owszem. Całuję Cię i pozdrawiam.

  • Przeczytane z ciekawością . Co do przystąpienia do nowej organizacji, chyba się wstrzymam, choć hasło przewodnie pokrywa się jak najbardziej z moją dewizą życiową (a przynajmniej chciałabym, żeby tak było). Życie w zgodzie ze swoją naturą pozwoli chyba żyć długo i szczęśliwie, ale jeśli wpisze się w to destrukcja, to sama nie wiem, czy to się dobrze skończy. Czasem i natura bywa okrutna i przewrotna; Podziwiam styl piszącego, nie wiedziałam, że o piwie można napisać esej!

  • Kupuje ten pomysł!
    dobre dobre, coraz bardziej podoba mi się ta strona!
    dobre teksty, prawie jak jakieś science fiction albo opowieści o Harym Portierze.

    Tak naprawdę Wuju to zapisuje sie do tej organizacji.

    ocena za styl – ausgezeichnet!

  • Grzesiu,dziękuję w imieniu własnym oraz całej mojej rodzinki za trzy odcinkowy serial. Bawimy się ponownie z najbliższymi. Zakończenie serialu jest super. Można je oglądać i oglądać i jeszcze raz oglądać i zawsze coś nas zaciekawi,ubawi; .Żory nominują twój film do Rodzinnego Oskara za pomysłowość w realizacji. Brawo!!!

.

Porażony

-13.10.2006 r.
Prawdopodobnie sytuacja energetyczna kraju poprawia się z dnia na dzień. Co dzień słyszę, jak ktoś jest porażony. Ileż to nieszczęścia może wyniknąć z takiego porażenia. Ale też będzie chyba dobrze, bo jak zaczną grzać, to i cieplej będzie tej zimy….
Mam nadzieję, że sympatycy mojej strony i filozofii, są odporni na wysokie napięcia, zwłaszcza te, sączące się z ekranu telewizora. Ja osobiście bawię się po drugiej stronie przy 25 do 30 kilowoltów, ale staram się nie zostać dziabniętym. Trzymam jedną rękę w kieszeni, a resztę ma głęboko w ….
Na Śnieżnik nie udało się nam wspiąć. Będziemy próbować w przyszłym roku. Teraz zaczął się okres jesienny. Przygotowania do zimy, ogacanie mieszkania, wypasienie samochodu,… a w rodzinie: ważna uroczystość-córka stała się pełnoletnia, druga odwiedziła szpital przez parę dni, imieniny, nieokrągły jubileusz pożycia i do tego jeszcze święto zawodowe. Ot taki mały zawrót głowy w jednym miesiącu- październiku. Kwietniowo-majowe statystowanie obudziło we mnie twórcę kinematografii. Po prawie dwóch miesiącach, zakończyłem drugą część tryptyku filmowego z wesela siostrzenicy. Niby nic takiego. Ale najgorsze jest to, że to co mi wyszło, mnie podoba się najbardziej. Powinienem już czuć obrzydzenie do dziesiątek razy oglądanych scen, a ja odczuwam dziwną i miłą satysfakcję. To, że pomimo wielu niedoróbek technicznych, jakie popełniłem, akcja filmu podoba mi się. Jest to także zasługą wszystkich „aktorów” tego spotkania. Bez ich talentu filmowego nic by ciekawego nie wyszło. A oto mały skrót paru ujęć.

Muszę się przyznać, że skromność nie jest moją najlepszą cechą. Nie wiem jak inni, ale ja lubię, jak mnie chwalą za „moje” dzieła pomimo, że często ojców sukcesu jest wielu między innymi moja żona.
W związku z taką cechą charakteru, mam prośbę do każdego czytelnika mojego bloga, aby mnie (najlepiej) pochwalili za moją wirtualną robotę, albo o-piernik, pieprz, chrzan, Piotr Doła itd., -yli. A tak naprawdę, to chodzi mi o informację do mojej „szafy”, jakie jest imię lub ksywa i adres mail’owy, abym mógł każdemu przesłać życzenia świąteczne i noworoczne (jak ten czas leci…). Może uda mi się ułożyć jakieś niebanalne.. Niektórzy już dawali mi odpowiedź, że nie mają polotu do pisania i wolą głosowo mnie pochwalić. Jeżeli brak Wam weny to w treści komentarza proszę wpisać tylko kropkę i wypełnić niezbędne pola, a ja takiego komentarza nie będę publikował. Nie będę też przesyłał żadnych spamów ani żadnych łańcuszków, o czym już wcześniej informowałem. Dane te pozwolą mi również przypomnieć o adresie tej strony. Może w przyszłości dopadnie mnie polot. Szkoda by było nie poczytać głupot, myślę, że bardzo różniących się od tych w rzeczywistości.
Otrzymałem parę aforyzmów o przyjaźni od …… Niektóre z nich tu zacytuję. Proszę nie kojarzyć ich z moją w/w prośbą. Może dam je do kategorii łańcuszków.

„Przyjaźń to nie tylko wspaniały prezent, lecz także ustawiczna praca”[ Ernest Zacharias ]

.„Przyjaciel to ktoś, kto zna twoje możliwości i pomaga ci rozwinąć je w najwyższym stopniu. Zna on także twoje ograniczenia i ostrzega Cię przed różnymi przedsięwzięciami”. [ John Ching – Hsiung Wu ]

„Najlepszym przyjacielem jest ten, kto nie pytając o powód twego smutku, potrafi sprawić, że znów wraca radość”. [ Św. Jan Bosko ]


„Słuchając cierpliwie zwierzeń i skarg ludzi zyskasz ich przyjaźń”


„Nie ten przyjaciel kto współczuje lecz ten kto pomaga”


„Każdy chce mieć przyjaciela lecz nie każdy się wysila by nim być”


„Nie ten przyjaciel kto Cię chwali lecz ten kto Ci prawdę mówi”


„Lepszy jest jawny gniew niż zmyślona przyjaźń”


„Kto szuka przyjaciela bez wad pozostanie bez przyjaciela”


„Troski przeżywane z przyjacielem maleją; szczęście przeżywane razem z przyjacielem pomnaża się”


„Rana zadana przez przyjaciela nie zagoi się nigdy”


„Wierny przyjaciel jest potężna obroną; kto go znalazł, skarb znalazł”


„Trzeba wielu lat, by zyskać przyjaciela, wystarczy chwila by go stracić”


„Jeżeli znajdziesz prawdziwego przyjaciela (co zdarza się naprawdę rzadko!) chroń go bo to drugi Ty”


„Mieć wielu przyjaciół to nie mieć żadnego”


Jak kto ceni przyjaciół tak cenią go przyjaciele”


„Powstaje pytanie, czy kiedykolwiek należy przedkładać nowych przyjaciół nad starych”

Przeczytaj komentarze

  • Pierwsza część filmu jest tak dobra,że oglądając ją przeżywa się wszystkie chwile bardzo intensywnie i brak tej części drugiej powoduje frustracje,ze tak szybko się kończy…Ja chcę część drugą!!!!Oglądam i oglądam część pierwszą i nie mogę sie doczekać reszty.Gratuluję – Nominuję ten film do OSKARA za realizację … Anka

  • . :)

  • . :)

  • Mam już wreszcie część drugą i dalej czuję niedosyt…Czekam z niecierpliwością na część trzecią.Tak przyjemnie ogląda się jak wszyscy się bawią i kochają.Dobrze w długie jesienne wieczory przeżywać te weselne letnie chwile jeszcze raz.Dziękuję Grzesiu. Jesteś WIELKI i OSKAR chyba Cię nie minie, jak i Twój zespół rodzinno realizatorski

  • Widzę, że jestem na razie jedyną fanką Twojej twórczości.Ale mogę Cię zapewnić, że moja żorska i opolska rodzinka zalicza się również to grona Twoich fanów Anka

  • Lepiej późno, niż….Tak przynajmniej powiadają. Szczerze mówiąc, dopiero dzisiaj zajrzeliśmy na tę stronę, chociaż film dawno obejrzany i to nie jeden raz. No cóż, muszę przyznać, że reżyseria na wysokim poziomie. jeszcze nie widzieliśmy tak ciekawego filmu z wesela. Niezła pamiątka . Bardzo podobał nam się moment z ubieraniem butów, itd. przez Państwa Młodych oraz patent z życzeniami. Przyznasz jednak, wujku, że aktorzy byli równie profesjonalni! Pozdrawiam, nie obiecuję, że wkrótce coś napiszę, ale może, może…

  • Pozdrawiamy z Niemcowni! Uzależniliśmy się od Wujka twórczości kinematograficznej ;-) z niecierpliwością czekamy na część 3 opowieści weselnej o nas ;-) herzliche Grüße aus Frankenthal für die ganze Familie Kusiow!!!

.

Śnieżka

-28.09.2006 r.

Jak planowałem wcześniej, wybraliśmy się na ponowne zamęczenie naszych ciał, a przede wszystkim nóg. Tym razem już w piątkę, czyli całą rodzinką. Wybraliśmy spokojne podejście na Śnieżkę od strony przełęczy Okraj, czeską stroną. Dwie i pół godziny przy dość mocnym wietrze, częściowo swoje zrobiło. Co jakiś czas odwracałem się i widok coraz większych obszarów pasm górskich, wywoływał wrażenie jakbym wznosił się do nieba.

  • szczyt01.jpg
  • szczyt02.jpg

Na szlaku spokojnie, trochę turystów w różnym wieku i o różnym wyposażeniu. Spotkaliśmy i takich co im zima nie straszna, oraz panie w klapkach i panów z pieskami. A na szczycie szok. Ludzi więcej niż w supermarkecie przed świętami. Szczyt Śnieżki, podobny do placu budowy, napierany był przez setki wspinających się turystów szlakami po polskiej stronie. Widok ten kojarzył mi się z pielgrzymkami do Mekki. Po krótkim odpoczynku w holu zatłoczonego schroniska (na szczęście duża sala), wyruszyliśmy w dół właśnie tym obleganym szlakiem. Wypolerowany łańcuch, wygładzone kamienie i skały, świadczą o stale „płynącej rzece” turystów na ten szczyt. Ci ludzie mogliby wydeptywać z powodzeniem zapominane szlaki w całych Sudetach. Tylko jak ich namówić, aby zmienili od czasu do czasu cele swoich wypraw. Dowiedziałem się, że są tacy zapaleńcy tego wierzchołka, iż byli tu około 50 razy. Pozdrawiam ich i usilnie proszę, aby dali szanse innym ścieżkom w innych rejonach.

  • sniezka01.jpg
  • sniezka02.jpg
  • sniezka03.jpg
  • sniezka04.jpg
  • sniezka05.jpg
  • sniezka06.jpg
  • sniezka07.jpg
  • sniezka08.jpg
  • sniezka09.jpg
  • sniezka10.jpg
  • sniezka11.jpg
  • sniezka12.jpg
  • sniezka13.jpg
  • sniezka14.jpg

Schodzenie nie należało do przyjemności dla nóg, w przeciwieństwie do oczu . Zeszliśmy pod sam Karpacz, i tu dylemat. Czy wracamy na Okraj leśnym szlakiem, czy wspinamy się „czarnym” łączącym się z poranną trasą. I chyba dobrze wybraliśmy, choć było prawie pionowo pod górkę, ale gdy już po 1,5 godzinie doszliśmy zaczynało zmierzchać. Ale tę część drogi idąc w mroku, już znaliśmy. Na szlaku nie zbłądziłem, ale i tak tradycji stało się zadość, bo zjeżdżając z przejścia granicznego w ciemnościach, skręciłem za wcześnie i do domu dojechaliśmy trochę naokoło przez Lubawkę. Ale to już nie miało, żadnego znaczenia. Bałem się tylko czy starczy mi sił w nogach na naciśniecie hamulca pod domem. Teraz wybieramy się zdobyć Śnieżnik. Mamy nadzieję, że tak samo jak do tej pory, pogoda będzie nam sprzyjać. Myślę, że i energii w mięśniach wystarczy. Ta górka jest o prawie 200 m niższa. To na razie tyle….Następnym razem wyemituję filmik ze wszystkich tych wypraw.

Przeczytaj komentarze

  • Gratuluję i oby tak dalej. Twoje opisy są bardzo plastyczne. Czuję się, jakbym szedł razem z Wami. Pozdrawiam serdecznie

.

Pikuś

-14.09.2006 r..
pikus1.jpg

„..wejść na Chełmiec lub na Trójgarb czy też Dzikowiec to pikuś, w stosunku do tego co przeszliśmy…” – słowa mojej małżonki, gdy dotarliśmy do skraju lasu, skąd widać już było chatkę naszych znajomych. Chatka to drobna przesada, ale jak ładnie brzmi. Jest to pałac w budowie. Przypomina zamek, postawiony na średniowiecznych ruinach. W wyobraźni widzę ukończone dzieło. Nigdy nie byłem tzw. międzynarodowym turystą (Turcja, Hiszpania, Włochy,…), ale ilekroć koła moich byłych „limuzyn” kierowały się do Karpacza, widziałem kierunkowskaz – Okraj.
Nazwa ta dziwnie zapadła mi w podświadomość. Gdy przeglądałem mapę okolicy w/w „chatki” znajomych, jakieś dwa lata temu, natknąłem się na Przełęcz Okraj. Tak na oko, jakieś 10 km szlakami turystycznymi. Zdobycie przełęczy stało się moją małą obsesją, do której to ekspedycji namawiałem wszystkich znajomych, zdolnych do samodzielnego poruszania się dróżkami górskimi. W końcu, po paru krótszych, acz bardzo miłych i pełnych wrażeń wycieczkach jesiennych, wiosennych i letnich, udało mi się zebrać żonę, syna i córkę.
Start miał być wczesnym świtem. Udało nam się dojechać pod „stajnię” samochodową znajomych przed 9-tą. Po godzinie, idąc w przeciwnym kierunku niż wyznaczony cel, osiągnęliśmy piesze turystyczne przejście graniczne. Tak wyznaczona trasa, to efekt wcześniejszego rozpoznania. Tu pierwszy odpoczynek i śniadanie. Dalej idąc w dół zachwycamy się łanowym podziałem gospodarstw na tym terenie, wymieniamy pozdrowienia z bardzo licznymi turystami lub wczasowiczami z wielu tutejszych „penzionów”. Na trasie z pięknymi widokami pasm górskich, mijają nas co chwila turyści – rowerzyści. I oni się ładnie odkłaniają. Przy pięknej pogodzie widoczność jest chyba 100 kilometrowa. Podziwiamy pasmo Karkonoszy od czeskiej strony, kolory lasów i traw jeszcze w odcieniu lata. Podobają się nam porozrzucane, ładnie utrzymane domki gospodarstw na stokach. Przy każdym większym obiekcie – wyciąg narciarski.

pikus2.jpg
pikus3.jpg
pikus4.jpg
pikus5.jpg
pikus6.jpg
pikus7.jpg

Po czterech godzinach i czterech zjedzonych nóżkach kurczaka, dochodzimy do przejścia granicznego na przełęczy Okraj. Czeska pani celnik obejrzała nasze paszporty, uśmiechnęła się i już byliśmy w Polsce. Zimny „Żywiec” dobrze robi na zmęczone mięśnie. Samo przejście graniczne nie zrobiło na nas wielkiego wrażenia, pomimo, że byliśmy tu pierwszy raz w życiu. Żonka nawet się rozczarowała. Moja obsesja musiała wywołać w niej wizję szczególnego miejsca. Co znaczy siła sugestii. Po 15-tej wracamy. Teraz szlakami po polskiej stronie. Turystyka u nas chyba zanika, bo farba na drzewach ledwo widoczna. Dobrze, że jeszcze potrafimy czytać mapę i jakoś udaje się znaleźć ślad po ścieżce, która była kiedyś uczęszczaną trasą.

Niestety blade znaki, piękno dzikiej, górskiej, przygranicznej przyrody, przytępiło skupienie i niespodziewanie znaleźliśmy się na innym szlaku. Szlaku, który biegnie po samej granicy. To nawet i dobrze, trochę skrócimy drogę. Idąc między słupkami granicznymi samowolnie i nielegalnie, wielokrotnie poprzekraczaliśmy sobie naszą granicę państwa.

Granica 1
Granica 2

No cóż jesteśmy w Unii Europejskiej. Szkoda tylko, że mamy zaległości w rozwoju turystyki po tej stronie gór. W głowie rodzą się pomysły jak to zmienić. Namawiajmy się do wydeptywania zapomnianych szlaków. A jak w terenie będzie grasowało dużo piechurów i cyklistów, to i usługodawcy turystyki na pewno rozpoczną działalność. I tak zadowolony i jednak zmęczony, na podstawie topograficznej analizy, postanowiliśmy skrócić trochę drogę.

pikus8.jpg
pikus9.jpg

I jak w przysłowiu: „kto drogi prostuje, w domu nie nocuje”. Brak satelitarnej nawigacji naszego położenia (w planach zakup), spowodował zły odczyt miejsca skrótu i zamiast podreptać jeszcze około 300 m do znanego nam skrzyżowania, nadrobiliśmy około dwóch km, czyli o jedna godzinę marszu dłużej. Pod moim kierownictwem jest to już stara tradycja. Zawsze pod koniec wycieczek robiłem skróty i zawsze pobłądziłem. W tym wypadku była to sprawa wyjątkowa. Zbliżał się zmrok. We wrześniu ciemno robi się przed ósmą, a my mieliśmy za sobą już ponad 10 godzin poruszania nogami. Robiło się coraz chłodniej i ten dokuczliwy brak turystów na tutejszych szlakach. Wyczułem powstająca wątpliwość w bezgraniczne zaufanie przewodnikowi czyli mnie. Na szczęście,w końcu, parę drzew pokazało kolor szlaku i dobrnęliśmy do mety czyli początku naszej wyprawy. Nasi znajomi z „chatki” czule zaopiekowali się utrudzonymi globtroterami, okazując, że niby martwili się o nas. Wyczuwałem jakby nie dowierzali naszemu wyczynowi. Dla nas, zasiedziałych mieszczuchów nie był to „pikuś”. Osobiście jestem z siebie i mojej familii bardzo dumny. Zaraz też po powrocie do domu uzgodniliśmy wspólnie, wyprawę na Śnieżkę i szlaki Szklarskiej Poręby. Cieszę się, że rodzince przypadł do gustu sposób zamęczania organizmu. Wszystkich chętnych „masochistów” zapraszam na wspólne takie wypady. Ilość miejsc i tras jest nieograniczona. Co rusz będę podawał propozycje terminu i tras. Kto chętny niech przybywa.

Przeczytaj komentarze

  • Podziwiam i zazdroszczę.Też bym chciał jak ta dusza “do raju” – niestety tzw. siły nie puszczają. Życzę wytrwałości i przenoszenia doświadczeń z obcych szlaków na nasze polskie “podwórko” – może się przyjmą, oby. Czekam na kolejne relacje z udanych wypraw – ku pokrzepieniu. Pozdrawiam, Andrzej.

  • Zadroszczę i proponuję kolejne szaleństwo. Wejść na Śnieżkę od polskiej strony, zejść na czeską i wyjść na Okraju, potem ładny szlak do Kowar i… trasa do bryki. Obiecuję niezapomniane wrażenia, no i ból nóg oraz… megasatysfakcję

  • Zazdroszczę Wam. Dla mnie to już historia. Z turystycznym pozdrowieniem Anka

.

Sierpień

-26.08.2006 r.
para 5.jpg

Jak to bywa w sierpniu, pochłodniało. Popadało, parę miejscowości zalało. Po upalnym i suchym lipcu to wyraźnie widoczna zmiana. Obroty browarów na pewno zmalały. Wpisywane przez sympatyków tej strony komentarze (niestety bardzo rzadko) nie pozostają bez echa.
Kiedyś dostało mi się, abym nie marudził, tylko zabrał się do roboty („…,przecież NIGDY CZAS PIEKNOŚCI DUCHA NIE POSTARZY !!! Weź się za zakupy, remonty i sprzątanie..” ) . Chyba jestem zbyt ambitny, bo posłuchałem zalecenia i…. zapomniałem jak się nazywam. To że nie czuję rąk, nóg i kręgosłupa, a tylko ciągły ból, to efekt robót remontowych za jakie się wziąłem. Po prostu zapomniałem, że chyba moim powołaniem jest nie praca, zwana „fizyczną”, ale działania intelektualne. Na przykład czytanie literatury pięknej, ot choćby „Pan Tadeusz” , „Sobieski”, „Polonez” i wiele innych „liter…ackich” dzieł. A okazji do pogłębiania wiedzy nigdy za wiele, że nie wspomnę dni zakończenia licznych etapów prac wyżej wspomnianych. Rozwój technologii internetowej i tzw. komunikatorów pozwala na wspólne wirtualne „czytelnictwo”. Reklama telewizyjna „ Cała polska czyta…”, rozszerzę na: „ Cała ziemia „czyta””. Z kolegą z Australii, wirtualnie przez kamery, wymienialiśmy toasty. On musiał, bo tam zima, że ho ho, aż 12 stopni ale plus, a u nas w „upalne” sierpniowe lato 14 i też na plus. On czytał aby się rozgrzać, a ja aby się ochłodzić.(lubię dobrze zmrożone „książki”).ksiazka.jpg

W ostatnim czasie dużo mówi się o złych skutkach spożywania C2H5OH. Proszę nie myśleć, że nie zgadzam się z tymi stwierdzeniami, ale… Ale muszę stanąć w obronie poważnych i świadomych „czytelników”, czyli tych którzy, przekroczyli półwiecze i do tego czasu zachowali zdrowie. Moje doświadczenie każe mi wysnuć prostą teorię. Każda trucizna jest lekarstwem, o ile zażywana jest w sposób umiejętny i po to by być ZDROWYM. A na naklejkach powinien widnieć napis: „Po zażyciu zakaz prowadzenia środków lokomocji” (nigdzie takiej uwagi nie zauważyłem. I dziwią się ludziska, że tylu siada za kółkiem w stanie wskazującym). Dlatego powinniśmy czytać tylko dobre pozycje, które nie deprawują organizmu ani umysłu. A dlaczego niektórych głowa boli? – bo kto przy czytaniu pali, ten ma w głowie dużo robali. Ha, ha – to mój dowcip.
Dotychczas w mediach słyszymy tylko o szkodliwym działaniu, a nie ma interesujących audycji o sposobach spożywania, o towarzystwie, o miejscach spotkań, o korzystnym oddziaływaniu owych płynów, które niejednokrotnie medycy zalecają w swoich kuracjach. Chyba sam zajmę się tym tematem i ułożę jakiś traktat o dobrej … . Co o tym myślicie?
Czemu zająłem się tym problemem? Bo sądzę, że należy na różne sprawy patrzeć z wielu, a nie tylko jednej strony. Przy traktowaniu tego tematu, tylko jako patologii w życiu człowieka, jak byśmy się bawili na jubileuszach lub na weselu mojej siostrzenicy (w tym dniu temperatura wzrosła dwukrotnie tzn. do 28 stopni). Zapewniam wszystkich, że zabawa była przednia i nikt łącznie ze mną nie przeholował. Dwa dni weselne i jeszcze dwa na spotkaniach rodzinnych pozwoliły mi częściowo dojść do siebie. Gdyby takie uroczystości trwały tydzień lub dwa, jak to dawniej bywało w Polsce szlacheckiej, to na pewno całkowicie bym wyzdrowiał.
para 1.jpg

para 3.jpgpara 4.jpgpara 2.jpg

para 5.jpgpara 7.jpgpara 6.jpg

Teraz pracuję nad filmem z tej uroczystości, a poniżej prezentuję zwiastun

Wszystkich zainteresowanych filmem zapraszam po odbiór do siebie, oczywiście z jakąś dobrą „książką” do wspólnego przestudiowania treści.

Przeczytaj komentarze

  • Grzesiu, jak wiesz, nie przepadam za literaturą którą przytoczyłeś.Z czytelnictwem zawsze miałam problemy i sama nie wiem dlaczego. Ale nie mam nic przeciwko temu, by na uroczystościach rodzinnych i nie tylko rodzinnych było wielu czytelników. Po powrocie z wesela rzekłam do Andrzeja:”POLONEZA CZAS ZACZĄĆ” i… czytaliśmy wspólnie, i było niezwykle sympatycznie. Oglądaliśmy zdjęcia przesłane przez Macieja i książki ,które przywiozłam szybko sie skończyły…Pozdrawimy i całujemy Anka i Andrzej

  • Ale macie fajnie.U nas nie ma takich dobrych “ksiazek” szczególnie jak posmakowaliśmy polskiej liter atury. Zasoby przywiezione się kończą, aż strach pomyśleć co dalej .. Ale robi się coraz cieplej to ruszą browary i zacznie się “dieta odchudzajaca”. Byle do wiosny. Pozdrowienia dla całej rodziny.Wszystkiego dobrego dla NOWOŻENCÓW. Irena i Jurek.

Ta strona powstała przy technicznej pomocy strony internetowe - ibex.pl. Wszelkie uwagi proszę wnosić w komentarzach lub pisać na info@pesel53.walbrzych.pl