Ciepło czy zimno

Powstała duża, czasowa dziura na mojej stronie. Powód nie jest taki prosty. Zapewne tegoroczna jesień, nie mająca wiele wspólnego z prawdziwą, tradycyjną, polską, złotą jesienią, zniechęcała mnie do dzielenia się negatywnymi emocjami związanymi właśnie z pogodą. Wydarzeń jakie miały w tym czasie miejsce, nie udało mi się jeszcze opisać, bo zająłem się przemianami w funkcjonowaniu strony. Jak można zauważyć, operację tą wykonuje na żywym organizmie i wszelkie przeróbki wymagają czasu, zwłaszcza że modernizacją zajmuję się sam. Model zmian skierowałem na zaakcentowanie tematów, którymi chciałbym się dzielić. Zamierzam zrezygnować z szerokich opisów aury, choć stan pogody ma bardzo duże znaczenie dla inicjatywy moich poczynań (wycieczki). Mam nadzieję, że panujący klimat widoczny pozostanie tylko na fotkach i filmach, a nie będzie kanwą moich zwierzeń.
Zamierzam bardziej nastawić się na filozofię życia z moim sposobem postrzegania tegoż w dziale „Moje teorie”. Choć tematy te nie znajdują powszechnego zainteresowania, a wręcz przeciwnie, wywołują u czytelników pewnego rodzaju frustracje, to jednak postanowiłem iść tą drogą, z której zapewne i były prezydent by mnie odwodził. W dalszym ciągu zamierzam intensywnie obrazować piękno Wałbrzycha, wyszydzanego niestety przez niektóre pisklęta tu urodzone, a także piękno obszaru Sudetów. Będę to robił dalej tak, jak dotychczas, a może i lepiej. ( „lepiej”- mam na myśli w lepszej rozdzielczości, co oferuje usługa „You Tube” oraz nowy sprzęt nagrywający w formacie HD ). Postaram się douczyć i wykorzystywać do obrazowania rodzinnych eskapad możliwości serwisu Google Maps w połączeniu efektami prezentacji z Google Earth. W zamyśle mam zmianę projekcji materiałów zdjęciowych i filmowych, nad czym usilnie pracuję. ( Chwilowo brak jeszcze efektów.) Póki co, nie planuję dyskutować na tematy bieżącej polityki, bo to właśnie ona i stawiane przez opozycyjne frakcje wnioski, co do istoty, zdawałoby się, obiektywnych faktów, zainicjowały w moim umyśle, tytułową hipotezę. Dodam, że miniony czas adwentu miał jednak podstawowy wpływ na wynik tezy mojej nowej teorii.

Teoria „ciepło czy zimno”

Przez wiele lat pracy w szkole, jednym z ciekawszych doświadczeń fizycznych jakie przeprowadzałem z uczniami, był eksperyment z odczuwaniem temperatury, jako wielkości określanej subiektywnie. Doświadczenie to sam odbierałem jako czysto fizyczne. Zanurzając jedną rękę w lodowatej wodzie, a drugą w gorącej na tyle, aby nie poparzyć dłoni, po pewnym czasie tak przygotowane kończyny zanurzali uczniowie w trzeciej misce z letnią wodą. Ręka wyziębiona pierwotnie określała przyjemne ciepło odczuwane w nowej sytuacji, natomiast wygrzana dłoń wyczuwała nawet nieznośny chłód z nowego zanurzenia.
Stawiam tezę, że w strefie niefizycznych sytuacji, takich jak emocje, wiedza, wiara i inne, obowiązuje analogiczny schemat stawiania subiektywnych wniosków co do istoty problemu, z jakim ludzie maja do czynienia. Ryzykuję stwierdzeniem, że nie ma prawdy czy też fałszu obiektywnego opisanego przez istotę ludzką. Każdy, tak mniemam, zauważył niejednokrotnie, że ocena dowolnego wydarzenia otrzymuje osądy wręcz skrajne, od potępienia do pochwały.  W zależności jakie doświadczenia życiowe mieli adwersarze dyskusji, tak różnorodne wydają opinie na konkretny temat. Temat, który wydaje się każdemu słuchaczowi rozmowy, według jego wcześniejszych doświadczeń życiowych, jako obiektywny, nie podlegający żadnej dyskusji. Jeszcze większego zdziwienia doznaje, gdy przykładowo jego najbliższa sercu osoba komentuje takie wydarzenie na całkiem inny sposób. A przecież człowiek z natury nie jest wyrozumiały, czy też tolerancyjny lub skłonny do refleksji. Gdy ma tylko możliwość, to stara się wyjaśnić albo i „dobitnie” przekonać o słuszności własnej oceny. Często słyszymy lub nawet spotykamy osoby, (przeważnie słabsze fizycznie,) jak ich lico odzwierciedla efekt otrzymanych lekcji poprawności patrzenia na świat. Tylko dzięki istnieniu zjawiska” ciepło czy zimno”, totalitaryzmy, jakie niedawno Europa doświadczała, wyzwoliły się narody ciemiężone. A jednak dla wielu doświadczenie tamtego okresu pozostało taką „misą z gorącą wodą” i postrzegając czas obecny, mówią nawet oficjalnie, że „za komuny to żyło się lepiej”. Przeciwnego zdania z pewnością są ówcześni zesłańcy na zimny Sybir.
Mam nadzieję, że odkrycie tej teorii pozwoli moim czytelnikom choćby na próbę zrozumienia innego toku myślenia swoich oponentów (mam na myśli także siebie) w dyskusjach na różnorodne tematy. A już z pewnością powinni zastosować ograniczone zaufanie do rozmówcy, w przypadku jednakowej oceny wydarzeń, o jakich toczy się rozmowa. Nie chcę zamęczać odbiorców nudnymi przykładami uzasadniającymi moją teorię. Natomiast chętnie takie potwierdzenie wspomnianej tezy, odczytałbym w Waszych komentarzach z przykładami sytuacji spotkanymi przez Was. Dla zainicjowania rozważań poniżej przytaczam przypowieść o wędrówce dwóch aniołów ( przysłaną mi kiedyś przez Janusza ). Wydaje mi się przewrotnym uzasadnieniem prawdziwości mojej hipotezy.

„Przypowieść
Dwaj Aniołowie-wędrowcy zatrzymali się na nocleg w domu bardzo bogatej rodziny. Rodzina okazała się niezbyt gościnna i nie zdecydowała się na ulokowanie Aniołów w sypialni dla gości. Zamiast tego Aniołowie otrzymali miejsce w piwnicy.
Kiedy przygotowywali sobie posłanie, starszy z nich dostrzegł dziurę w ścianie i załatał ją.
Kiedy zobaczył to młodszy z Aniołów, zapytał, dlaczego. Starszy odpowiedział: – Nie wszystko jest takie, jakim się być wydaje.
Na kolejny nocleg Aniołowie wstąpili do domku bardzo biednego, ale gościnnego człowieka i jego żony. Małżonkowie podzielili się z Aniołami skromniutkim posiłkiem, jaki sami mieli i oddali im własne posłania, żeby zdrożeni wędrowcy mogli się dobrze wyspać.
Rankiem, kiedy Aniołowie wstali, zobaczyli swojego gospodarza i jego żonę zapłakanych.
Ich jedyna krowa, której mleko stanowiło jedyne źródło dochodu rodziny,
Leżała martwa w obórce. Młodszy Anioł zapytał starszego: – Jak to się mogło stać? Pierwszy gospodarz miał wszystko, czego dusza zapragnie, a ty mu pomogłeś. Druga rodzina, chociaż sama miała wszystkiego bardzo mało, gotowa była podzielić się z nami wszystkim, a ty pozwoliłeś, żeby padła ich jedyna krowa-żywicielka. Dlaczego? Nie wszystko jest takie, jakim się być wydaje, odpowiedział starszy z Aniołów.
Kiedy spaliśmy w piwnicy zorientowałem się, że w dziurze w ścianie schowane jest złoto.
Gospodarz był gburowaty, nieprzyjazny i nie zależało mu na czynieniu dobra, dlatego też naprawiłem ścianę, żeby nie mógł znaleźć ukrytego w niej skarbu.
Kiedy kolejnej nocy spaliśmy na posłaniach naszych gospodarzy, zjawił się Anioł Śmierci, który przybył po żonę biedaka. Oddałem mu więc w zamian ich krowę. Człowiek nigdy nie wie wszystkiego.
Nawet jeśli posiadasz wiarę, powinieneś jeszcze wzbudzić w sobie zaufanie,
że wszystko, co cię spotyka, dzieje się dla Twojego dobra.
Zrozumiesz to na pewno z czasem. „

Dla tradycyjnego urozmaicenia wpisu zamieszczam poniżej przepis na keks, „Keks Wigilijny” , jaki po wielu eksperymentach kucharskich uzyskałem.  Naprawdę pyszny. ( tak na marginesie pojecie –„pycha” jest jednym z najczęściej czytanym z wyszukiwarki google’a wpisem z mojej strony ).
Dlaczego „Keks wigilijny”? Nazwałem go tak, bo użyłem dwanaście różnych rodzajów bakalii do jego wypieku i upiekłem go dzień przed wigilią. Fotki poniżej.

bakalie

Bakalie zastosowane do wigilijnego keksu.

keks

Efekt końcowy i to w dosłownym znaczeniu. Już tego ciasta niestety nie ma.

A przepis jest następujący i jak wspomniałem sprawdzony.
Sam podwajam ilości składników i wypiekam trzy większe foremki keksu. Wystarcza tego smakołyku tylko na trzy dni.
Składniki
6 jajek
30 dag masła
15 dag cukru pudru
30 dag mąki
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
2 łyżki spirytusu
2,5 szklanki bakalii ( osobiście daję 5 szklanek )
bułka tarta do wysmarowania blaszki
Etapy przygotowania
Cukier utrzeć z masłem dodając po żółtku i ucierać do pulchnej masy. Dodać spirytus. Proszek wymieszać z mąką i dodać do masy. Dodać bakalie obtoczone w mące, aby nie opadły na spód ciasta. Z białek ubić sztywną pianę i lekko wymieszać z masą. Blaszki wysmarować masłem i wysypać bułką tartą. Piec około 50 minut w temperaturze 150 stopni C. (Porcja na 2 podłużne blaszki) Życzę smacznego!

Pozdrawiam Grzegorz kucharz i modernizator.

Przeczytaj komentarze

  • Ciekawe, ciekawe, ale ta fotka… to już sadyzm… tyle kalorii. Wpis super – zresztą jak zwykle

  • „Nie wszystko jest takie, jakim się wydaje” – zgadzam się z tą teorią w stu procentach. Jedna sprawa, jeden problem, a każdy zainteresowany interpretuje je na swój sposób. I dla każdego to, co On czuje, jest jedynie słuszne. Nie potrafimy słuchać innych, ale chcemy by nas słyszano. Może trochę więcej pokory by nam się przydało. Przypowieść o Aniołach bardzo mi przypadła do serca. Wiara w Opatrzność pozwoliłaby wielu z nas zrozumieć to co nas w życiu spotkało lub spotyka. Może byłoby mniej nienawiści, więcej przebaczenia. Co do keksa to …ślinka mi cieknie. Pozdrawiam Anka.

Ta strona powstała przy technicznej pomocy strony internetowe - ibex.pl. Wszelkie uwagi proszę wnosić w komentarzach lub pisać na info@pesel53.walbrzych.pl