O osiemnastej będzie padać

  • Suchawa01.jpg
  • Suchawa02.jpg
  • Suchawa03.jpg
  • Suchawa04.jpg
  • Suchawa05.jpg
  • Suchawa06.jpg
  • Suchawa07.jpg
  • Suchawa08.jpg
  • Suchawa09.jpg
  • Suchawa10.jpg
  • Suchawa11.jpg
  • Suchawa12.jpg
  • Suchawa13.jpg
  • Suchawa14.jpg
  • Suchawa15.jpg
  • Suchawa16.jpg
  • Suchawa17.jpg

Zapowiedzi prognozy pogody przewidywały duże opady deszczu w rejonie Dolnego Śląska, tak jak i dla innych obszarów Polski. Ale ja nic takiego w nogach nie odczuwałem. Za oknem raz słońce, raz niebo zachmurzone całkowicie. Po tygodniu zaganiania, chciałoby się wybrać na jakąkolwiek marszrutę i przeżyć przygodę. Ale moknąć nikt z nas nie lubi, a ślepić w ekran to nic emocjonującego. I tak przez cały wczesny ranek dylemat – czy i dokąd? Pozytywna decyzja jednak zapadła po zawierzeniu numerycznej prognozie odczytanej ze strony https://umold.meteo.pl/.Przewidywała ona zachmurzenie z niewielkimi przejaśnieniami i opady deszczu od osiemnastej. Tak, więc przed dziesiątą jechaliśmy już do Sokołowska. Niebieskim szlakiem rozpoczęliśmy wędrówkę na „Suchawę”, jak wskazywał drogowskaz. Okazało się w tym miejscu, że technika to nie wszystko. Maps.google.pl pięknie pokazuje świat z kosmosu, GPS idealnie określa pozycję, ale widok satelitarny lasów pokrywających nasze góry nie obrazuje tras szlaków turystycznych i miejsc na niej pod koronami drzew, tak jak jest to zaznaczone na zwykłej papierowej mapie. A te (sztuk dwie) w pośpiechu pakowania sprzętów, zapomniałem włożyć do torby i zostały w domu na stole. Po wdrapaniu się na pierwszy pik „Włostowa”, (o czym dowiedziałem się po powrocie), zaczął zanikać sygnał łączący nas internetowo z obserwatorem z orbity. Poczułem się jak pionier przecierający szlaki nowej dziedziny – turystyki z czymś innym niż kompas. Odkrywałem miejsca, gdzie za parę lat nikt nie uwierzy, że kiedyś mogło tu nie być pokrycia sygnałem telefonii komórkowej. Mimo takich narzędzi ( w tym momencie bezużytecznych), mimo wytyczonego szlaku, (ale nie wiadomo, dokąd), a przy tym słabej wiary w przewidywania meteorologów, poczułem zagubienie (turysta nigdy nie wraca tą samą drogą). Ale też w tym samym momencie odczułem w sercu radość, że oto spełnia się moja wycieczkowa nieodzowna przygoda. Zabłądzić i polegać tylko na intuicji, która nie zawsze dobrze prowadzi. Po zaliczeniu następnego szczytu „Kostrzyna”, tym razem opisanego na drzewie, zaczęliśmy szukać skrótów, przez co ominęliśmy bokiem trzeci wierzchołek, docelową „Suchawę”. Nigdy by do tego nie doszło, gdybym miał ze sobą ten stary wynalazek, papierową mapę. Ale też powstała okazja do zdobycia tegoż wierchu w innym terminie i innym szlakiem. Naszą krótką „tułaczkę” skończyliśmy odnajdując powrotny do Sokołowska żółty szlak z rozdroża pod „Waligórą” przez znane z wcześniejszych wypraw ruiny zamku „Radosno”.

[…]

Gdy o osiemnastej zaczęliśmy jeść obiad, o parapet zaczęły uderzać pierwsze krople deszczu, dość ulewnego deszczu.

Zapraszam na filmik z tej wyprawy. Nie oddaje on ani naszych emocji, ani wrażeń widokowych, jakie przeżyliśmy, ale być może odzwierciedla, choć trochę koloryt pięknych, prawie dzikich, bo mało deptanych gór, w pobliżu, których żyjemy i z których uroku staramy się czerpać. Pozdrawiam Grzegorz.

Przeczytaj komentarze

  • Grzesiu, zdjęcia obejrzałam, poczytałam. Podziwiam piękne widoki z waszych fotografii i żałuję, że mnie z wami na tej wędrówce nie było. Pozdrawiam Całą Turystyczną Grupę Anka

  • No widzę, że po tak odważnym przejściu przez pole łubinu i zbieraniu darów lasu na centralnie południowym stoku Wasz strach przed żmijami się zakończył. W związku z tym spokojnie, bez obaw, bez strachu, bez fobii, bez kompleksów zapraszam w prawdziwą dzicz BIESZCZADY.
    Szwagier

Ta strona powstała przy technicznej pomocy strony internetowe - ibex.pl. Wszelkie uwagi proszę wnosić w komentarzach lub pisać na info@pesel53.walbrzych.pl