Wino

Czas jest tym czego nie można zmienić, choć w różnych okresach życia wydaje się biec w różnym tempie. Przychodzi taki moment, że jego upływ mocno odczuwany jest w kościach i innych organach wewnętrznych. Ziółka i medykamenty zaczynają dominować w codziennych rytuałach egzystencji wieku dojrzałego. Zmianie i to zasadniczej ulegają stare nawyki. Wola życia wymusza postanowienia o charakterze wyrzeczeń dotychczasowych przyjemności. Na pytanie Małgosi, czy ćwiczę swoją wolę, odpowiadam szczerze, iż wolę coś konkretnego się napić. I z pełną świadomością wolno nalewam po lampce wina. Dobrego nigdy za wiele. Wino nasunęło mi analogię do następującej teorii o życiu:

Teoria o małżeństwie.

Teoria ta rozważa małżeństwo z pozycji męża, bo tę sytuację w moim mariażu znam z autopsji. Wielu z nas, członków rodzaju męskiego, w swoim życiu zajmowało się amatorsko wyrobem wina. Efekty były różne, mniejszy lub większy ból głowy, ale pozyskane doświadczenie stało się bezcenne.  „Prawdziwy” mężczyzna przygotowując się do małżeństwa jest niczym winiarz, ale nie amator. Poszukując latorośli, przepraszam winorośli powinien szukać dobrego szczepu. Nie dzikiego, ale z dobrej winnicy. Zakładając swoją, winien przygotować grunt pod swoją roślinę. Mam nadzieję, że analogia jest czytelna.
W całym cyklu produkcyjnym jest wiele momentów wyboru sposobu uzyskania najlepszego wina, jego butelkowania, składowania, kupażowania, leżakowania, spożywania, handlowania itd., itd. W życiu mężczyzny też jest wiele zawirowań związanych z płcią przeciwną. Rozglądanie się po półkach z winami w sklepach monopolowych nie powinno nikogo dziwić. Facet który wybiera trunek kierując się li tylko wyglądem naklejki, często trafia na zwykłego „sikacza”, po którym dzień następny nie należy do przyjemnych.  Solidny  winiarz ma też odpowiednią piwnicę do przechowywania trunków dla uzyskania jak najlepszych walorów smakowych. W końcu trafia się taki „słoneczny” rok, że gościu nie zamierza owym rocznikiem dzielić się z innymi.  Mijają lata a on skarbem swoim opiekuje się nadzwyczaj solidnie, mimo iż flasza zaczyna mieć coraz bardziej pomarszczoną i zakurzoną nalepkę. Szkło z zewnątrz  robi się coraz mętniejsze i z wyglądu coraz mniej zachęca do konsumpcji. Jednak znawca coraz bardziej docenia to, co jest w środku i wie, że  w tym procesie należy od czasu do czasu butelkę poobracać. Chwali się nią przed najbliższymi , ale nie zamierza odkorkować butelki, aby nie … .
Dochodzi nawet do tego, że winiarz schodzi z tego świata, a świat znawców przelicytowuje na aukcjach ten skarb, doceniając dzieło twórcy tego trunku.
Konkluzja wydaje się być stara jak starożytne przysłowie. Nie tunika w małżeństwie zdobi żonę.

Jak małżeństwo jest postrzegane z pozycji żony, nie wiem. Na razie nie mam żadnej koncepcji. Może któraś z czytelniczek ma swoją teorię w tym zakresie i chętnie podzieli się z odbiorcami tej strony.

Grzegorz – winiarz

Przeczytaj komentarze

  • Jak małżeństwo postrzegam z pozycji żony ? Nie mam żadnej teorii w tym zakresie. Ale chętnie poczytam, jeśli któraś z mężatek coś na ten temat napisze. Twoja teoria jest ciekawa. Podoba mi się ten fragment „Mijają lata a on skarbem swoim opiekuje się nadzwyczaj solidnie, mimo iż flasza zaczyna mieć coraz bardziej pomarszczoną i zakurzoną nalepkę” i …nie zamierza owym rocznikiem dzielić się z innymi”. Wzrusza mnie ten fragment. Anka

  • Twoje rozważania o winie – dobre!!!
    Problem w tym – jak to w życiu, aby trafił się dobry szczep.
    Nie wspominasz o tych sytuacjach, kiedy zamiast wina wychodzi ocet i cały „zalew” nie nadaje się do użytku – niestety i albo można się tego pozbyć, albo ratować co się da i katować się wypijając każdego dnia po łyczku….
    Wszystkim oczywiście życzymy aby trafili na prawdziwie szlachetne szczepy, jako i Ty trafiłeś…
    Pozdrawiam serdecznie z okazji Walentynek…
    Ewa

  • Moja odpowiedź jest taka

    Pozdrawiam wszystkie mężatki, szczególnie te z długim stażem małżeńskim.
    Małgosia.

  • Pani Hanna nieco przesadza (ha..ha.. ha…) Wystarczy żeby zrozumiał i uwierzył, że jesteśmy mu niezbędne, że bez nas ani rusz…! W późnym wieku potrzebna Mu będzie laska nie laseczka ! ALINA

  • Ciekawa teoria, ale najlepsze w całym wpisie jest podsumowanie cioci Gosi 😉 zastanawiam się czy tak to naprawdę u Was było jak w piosence…biedny wujek myślę sobie, ale na dobre Mu(Wam) to wyszło 🙂

    p.s.

    poza tym od kiedy Ela po raz kolejny dzięki tej stronie odkryła tą piosenkę to żałuje, że mi w łeb nie dała:) A za to wszystkie dziewczyny kręcą się po mieszkaniu i śpiewają „…i pierwszego dnia po ślubie od razu go w łeb …”, czym skorupka za młodu nasiąknie….

    pozdrawiamy

Ta strona powstała przy technicznej pomocy strony internetowe - ibex.pl. Wszelkie uwagi proszę wnosić w komentarzach lub pisać na info@pesel53.walbrzych.pl